661-262-320

E-mail

Facebook

FAULieton05

 

Fut(urus)bol. Cz.1. Automatyzacja zachowań

- Zawodowa liga i kibice wyrzucą cię przez okno razem z tym internetowym gościem jeśli dalej będziesz robił to, co teraz. Nie możesz poskładać drużyny za pomocą komputera.

- Nie?

- Nie. Baseball to nie liczby. To nie nauka. W przeciwnym razie każdy mógłby robić to, co my. Jednak nie wiedzą tego, co my. Nie mają doświadczenia ani intuicji.

To jedynie fragment dialogu jaki między sobą prowadzą szef skautów, Grady Fuson (w tej roli Ken Medlock), i menadżer Oakland Athletics, Billy Beane (Brad Pitt). Bardzo ważny fragment. W Obrazie Bennetta Millera („Moneyball”), w oparciu o rzeczywiste wydarzenia, nie mamy jedynie starcia dwóch światów, tradycyjnego, opartego na obserwacji i empiryzmie, oraz młodzieńczego, otwartego na nowe rozwiązania, poszukującego. To także prowokacja. Pozostawia nas z otwartym pytaniem do jakiego stopnia sport, a dokładnie rezultat ludzkiego wysiłku, może zostać zaprogramowany narzędziami dostarczonymi nam przez współczesne osiągnięcia techniki.

Może się to komuś podobać lub nie, ale sprawa jest naprawdę poważna i, według mnie, nieodwracalna. Minimalizacja ryzyka. Przewidywalność. Automatyzacja i sterowalność. Bezpośrednie wpływanie na każdy moment gry.

Jakiś czas temu przejrzałem kilka roczników jednego z fachowych pism. Poszukiwałem innych informacji, ale, mając z tyłu głowy zagadnienie wykorzystywania nowych technologii w sporcie, nie odmówiłem sobie sprawdzenia nowinek prezentowanych w pokonferencyjnych refleksjach. Naukowcy z najbardziej rozwiniętych krajów prrzedstawiali fantastyczne osiągnięcia i kierunki rozwoju, odkrywcze tezy i zdumiewające technologie; fizyczne właściwości organizmu, fizjonomia, fizjologia, medyczne ingerowanie w ludzkie ciało, rozwój wrodzonych predyspozycji i przesuwanie granic ludzkich możliwości, kształtowanie mięśni, nawyków ruchowych, odżywianie, zdolności regeneracji oraz rehabilitacji, prewencja, psychologii grupy i osobowości, rola lidera i mentora, komunikacja, motywacja i emocje, samoświadomość i samodoskonalenie, analiza ryzyka i znaczenie intuicji, koncentracja, relaks – poprawianie możliwości jednostki wypracowując cechy niemalże maszyny. Wreszcie, last but not least, optymalizowanie działań zespołu formując go z jednostek z uwzględnieniem cech rywala: cały wachlarz analiz danych statystycznych, otrzymywanych na bieżąco podczas treningu i po rozgrywce, monitoring organizmów piłkarzy, identyfikacja problemów, poszukiwania rozwiązań taktycznych. Wszystko skoncentrowane na eksplorowaniu niewykorzystanych rezerw, poszukiwaniu przewagi nad konkurencją.

A jednak te wspaniałe osiągnięcia odbywają się wciąż w tym samym katalogu nauk. Medycyna, psychologia, statystyka. Tylko dwa teksty dotyczyły czegoś innego; jednym z nich była perspektywa wykorzystania sztucznej inteligencji. Krótkie zreferowanie wykładu wciśnięte gdzieś w rogu strony bez wchodzenia w szczegóły, praktycznego zastosowania. Jeśli nie zostało potraktowane w sposób lekceważący to zupełnie drugoplanowy, jak wstydliwa panna co chowa w cieniu swe wdzięki. Dokładnie w ten sam sposób, w jaki zachował się Grady Fuson.

Zamknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie taką sytuacje.

Stadion. Na murawie ustawione trofeum, lśniące i kuszące, dumne i, chociaż nieruchome, hipnotyzujące. Wrzawa trybuny przenosi się gdzieś do katakumb obiektu. Piłkarze nerwowo wyczekują sędziowskiego zaproszenia na murawę. Trener nie daje się jednak ponieść uniesieniu; po motywacyjnej przemowie odbywa jeszcze ostatnią naradę ze swoimi asystentami. Wybrzmiewa gwizdek arbitra. Główny coach korytarzem wyprowadza swoich żołnierzy, kieruje się w stronę światła, blasku, w równym stopniu emanującego z jupiterów, co i z nagrody, tego kawałka stali na którym za kilkadziesiąt minut wygrawerowana zostanie czyjaś nieśmiertelność. Ale asystenci nie podążają za nimi. Kierują się w do pobliskiego pokoju; wyposażonego w monitory, potężne maszyny obliczeniowe, systemy komunikacji i kilometry kabli pomieszczenia w którym za moment rozstrzygnie się piłkarski spór. Właśnie tu, wśród migających monitorów, komunikatów, warczących wentylatorów i walających się wszędzie kubków po kawie. Nie na boisku, ale właśnie tu. Boisko jest jedynie wielką szachownicą, podzieloną na segmenty i współrzędne zbiorem punktów, sfer i krzywych. A piłkarze to jedynie figury. Każdy z pomocników trenera zasiada w swoim boksie. Nie obserwuje meczu. Wpatruje się wyłącznie w przypisanego mu zawodnika. A maszyny pracują. Przetwarzają każdą meczową sytuację, reagują na każde zdarzenie, opracowują wzór postępowania, który asystent prostym komunikatem przesyła dalej, już bezpośrednio do piłkarza. Błąd staje się jedynie grzechem zaniechania. Słabością. Przypadek nie ma prawa tu zagościć, chyba, że dostawca przywiezie pizzę bez sosów. Rywal może mieć większy budżet, bardziej utalentowanych zawodników i wielkie serce a jednak przegrywa z beznamiętnym sterowaniem. Jedenastoma graczami zamiast konsoli posługującymi się matematyką i algorytmami.

I chociaż taki przebieg gry wydaje się odległy, a może nawet nieprawdopodobny, w rzeczywistości jest zaledwie tam, gdzie sięga nasza wyobraźnia. Za rogiem.

To co teraz zaproponują jest jedynie projekcją. Nie jest pretensjonalnym profetyzmem, raczej wnioskiem opartym na kierunku rozwoju świata rzeczywistego. Podejrzewam, że w perspektywie pięciu lat, może dekady, taki przełom nastąpi.

Wyobrażam sobie mecz piłkarski, w którym rola przypadku zostanie ograniczona do minimum, sprowadzona wyłącznie do niedających się przewidzieć ludzkich słabości, potknięć, zmarnowanych okazji bramkowych, kiksów i „nastrzelonych” zagrań ręką, niezrozumiałych decyzji arbitrów, to wszystko, co nazywamy błędem. Kluby zawodowych lig zamorskich dokonują obecnie parametryzacji sportowców. Na podstawie dostępnych i mierzalnych danych określają ich predyspozycje, możliwości rozwoju, zdolność realizacji konkretnych zadań, wpływ na grę rezerwowych, mapują pozycje w każdym momencie rozgrywki, wzajemną pracę (korelacja ruchowa, sprzężenie podejmowanych działań), trendy pojedynczego gracza i całych drużyn; tworzą modele dążące do eliminowania błędów lub minimalizujące niepowodzenie, tworzą katalog najlepszych zagrań i kombinacji możliwych do wykonania przez konkretną grupę zawodników. Wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym; maszyny pracując na wstecznie uzyskanych danych nakładają na nie bieżące wskaźniki tworząc gotowe wzorce i zalecenia zhierarchizowane procentowym współczynnikiem prawdopodobieństwa wystąpienia danego zdarzenia. Stosują GPS'y, akceleratory i żyroskopy. Za pomocą urządzeń przetwarzających ogromne ilości informacji przewidują możliwości wystąpienia kontuzji, selekcjonują zawodników do gry i wskazują najbardziej właściwe formy treningu. Odgrywają one coraz większe znaczenie podczas draftu, transferów i określaniu potencjalnego wzrostu wartości zawodnika.

A to już tylko krok do pokusy całkowitej automatyzacji i sterowalności graczy bezpośrednio w trakcie zawodów. Narzędzia niezbędnego do realizacji takiego scenariusza już istnieją lub są w bardzo zaawansowanym stadium rozwoju. Mówimy nie tylko o tworzeniu na bieżąco modeli rozwiązywania sytuacji boiskowych ale także komunikacji z wykonawcą, czyli sportowcem.

Jako wyjściowe dane dla sztucznej inteligencji posłużą wzorcowe zachowania w różnych strefach boiska, w działaniach obronnych oraz zaczepnych, ataku pozycyjnym oraz wyprowadzanych z kontry. Jestem pewien, że kluby już dzisiaj mają bogate archiwa meczów najlepszych drużyn, z których mogą takie dane zaczerpnąć. Na ich podstawie maszyna uczyć się będzie podobnych rozwiązań dla sytuacji spoza wprowadzanego katalogu. Odległości między zawodnikami, dynamika działań, wybór optymalnego miejsca i siły zagrania. Na podstawie przetwarzanych informacji będzie również w stanie opracować zupełnie nowe rozwiązania, które ograniczony ludzki umysł nie byłby w stanie stworzyć. Prawdopodobnie operacja wyglądałaby w taki sposób, że system stworzy pewną sieć pomiędzy graczami (ich rozstawienia na boisku) i dobierać na tej podstawie – oraz parametrów poszczególnych zawodników – różne zmienne, najbardziej właściwe dla danego zdarzenia, np. zachowania odległości między sobą, dobór zachowania prowadzącego do powstrzymania gracza rywali z piłką. Takie symulacje mogą być rozgrywane jeszcze przed samym spotkaniem. Wyobrażam sobie, że trenerzy próbują różnych kombinacji zawodników i wybierają na mecz tych, którzy są w stanie zrealizować wybrane wzorce. Tym bardziej gromadzenie wszystkich możliwych danych o swoich piłkarzach, ale również rywali, stanie się kluczowe. Szczególne cechy sportowca mogą okazać się decydujące przy wyborze. Zawodnik, który do tej pory siedział jedynie na ławce, dzięki swoim predyspozycjom, np. motorycznym, będzie właściwym wyborem na konkretnego przeciwnika. Ponadto system reagowałby na informacje zwrotne o zawodniku, jego zmieniających się zdolnościach organizmu i ich wpływie na możliwości realizacji powierzanych zadań a także skuteczności wypełniania poleceń oraz konkretnych zdarzeń (np. skuteczność celnych podań, odbiorów piłki, wygranych pojedynków biegowych etc). Trener otrzymuje błyskawiczną wiadomość, jest w stanie reagować przesunięciem zawodnika na polu gry, wymianą na innego, zmianą taktyki. Tak, system reagowałbym na różne założenia taktyczne, czy drużyna ma prezentować styl zachowawczy, ustawiać się wysoko, czy ofensywnie, trójką obrońców, czwórką, a może piątką, i na podstawie tych modeli dobierać wzorce zachowań.

Optymalizacja zachowań poprzez uczenie maszynowe to jedno, automatyzacja ruchów czy też sterowalność zawodnikami to osobny problem. Najbardziej oczywisty wydaje się przesył komunikatów w formie oralnej odbieranych np. poprzez bezprzewodową słuchawkę. Zasadne jest pytanie o ich skuteczność w połączeniu z wykonywaniem wielu czynności i odbieraniu oraz przetwarzaniu wielu danych. Trwają badania nad oceną efektywności różnych form komunikatów. Nie natrafiłem jeszcze na wyniki jednoznacznie przesądzające, niemniej np. w formie wibracji opasek założonych na nadgarstkach grupa badawcza określiła jako bardziej przyjazną. Istnieją również takie, które jednoznacznie wskazują na mniejsze zakłócanie złożonych działań poprzez komunikację dotykową. Rzecz sprowadza się do wytworzenia pewnego rytuału, swego rodzaju odruchu bezwarunkowego, aby odbiorca nie tracił czujności i skuteczności działania wysłuchiwaniem mniej lub bardziej rozłożonej w czasie informacji ale reagował natychmiastowo. Stymulowanie wibracją może przyjąć formę automatycznego działania mniej więcej w podobny sposób, jak dzisiaj oddziałują na nas bodźce wysyłane przez telefon schowany w kieszeni czy te wszystkie urządzenia wśród których funkcjonujemy, pralki, zmywarki, mikrofalówki, czajniki, lodówki, suszarki, zegarki, telewizory, drukarki, skanery, faksy... Mimowolnie reagujemy na sygnał dźwiękowy automatycznie wykonując konkretne czynności i czegoś podobnego wymagałby system sterowania zawodnikami. Być może zostanie stworzony sztuczny język, jakaś odmiana alfabetu Morse'a, system prostych sygnałów wywołujących konkretne zachowanie podejmowanych podświadomie bez angażowania mózgu. Interesujące, że zawodnicy musieliby być trenowani nie tylko w sztuce futbolowej, ale również w przyswajaniu komunikatów. A być może nauka za kilka lat i pod tym względem nas zaskoczy i przygotuje rozwiązania o wysokiej skuteczności i zupełnie bezinwazyjne. Obecnie możliwe jest umieszczenie pewnego przekaźnika danych w formie swego rodzaju tatuażu. Trwają prace nad znalezieniem formy jego zasilania; problemem jest również jego zmywanie i wciąż wysokie koszty, ale przy takiej technologii to już tylko detale. Istnieje również możliwość wszczepiania zawodnikom urządzeń pod skórę. Ta metoda wzbudza wątpliwości natury etycznej. Jeszcze...

Dla fanów mówienie o sztucznej inteligencji i robotach w szatni, na ławce trenerskiej i jedynie niemal pozbawionych woli figurach na boisku jest czymś z pogranicza szarlataństwa i zbrodni. Obawiają się alienacji samej gry, wyzbycia jej z emocji, drenowania z nieprzewidywalności. W świecie pełnej automatyzacji mogą poczuć się zdezorientowani, zdezorientowani w samej rozgrywce, jak i identyfikacji, tożsamości. Czy będzie jeszcze o czym gadać w knajpie, przy piwie, czy będzie jeszcze miejsce na kłótnie o umiejętnościach, szczęściu, szansach, zakładanie o drobne i kto kogo przechytrzy. Czy całe dziedzictwo futbolu nie zostanie sprowadzone do jakiejś aplikacji, a trener zajmie się wyłącznie stroną mentalną sportowców, grą zarządzać będzie sztuczna inteligencja.

Jeśli sądzicie, że to bzdury to mam dla was złą wiadomość. A może dobrą... Tak czy siak, wiadomość ta brzmi: to już się dzieje!

Zaawansowane prace nad korelacją mapowania zawodników, ich predyspozycji, zwyczajów oraz otrzymywanych na bieżąco podczas rozgrywki zmieniających się parametrów organizmu ma miejsce w wielu grach. Western Bulldogs, klub AFL (futbol australijski), współpracuje od 2014 roku z Uniwersytetem Wiktorii. Wokół dr Sama Robertsona zbudowano dziewiętnastoosobowy zespół naukowców starających się wdrażać najnowsze rozwiązania, udoskonalać system na którym pracował Billy Beane z „Moneyball”. W 2016 roku, również dzięki sztucznej inteligencji, sięgnęli po mistrzowski puchar pierwszy raz od 1954 roku. Podobne rozwiązania zaczynają stosować zawodowe drużyny lig amerykańskich. Charakterystyka tych gier (baseball, koszykówka, futbol – nie mylić go z piłką nożną) stwarza przyjazne środowisko i uprawdopodabnia dość szybkie wypracowanie tego rodzaju rozwiązań. W każdej z nich częste przerwy, możliwości wzięcia czasu na żądanie przez coacha i system zagrywek oparty na schematach stają się okazją do płynnego wdrażania zachowań opartych o ustalenia urządzeń obliczeniowych. Etapami. Na początek w konkretnych akcjach, zadaniowo. Krok po kroku zostaną dopracowane do coraz to większych wymiarów czasowych.

Czy to oznacza całkowity zanik czynnika ludzkiego? Wydaje się, że nie. Klub Western Bulldogs nie był w stanie powtórzyć sukcesu. Ba! Przez dwa kolejne lata nie awansował do rozgrywek play-off. Bardzo możliwe, że stanie się on paradoksalnie atutem, być może wymagającym całkowitego przedefiniowania i zupełnie odmiennego treningu; jest tak samo prawdopodobne jak to, że i o tym kiedyś napiszę.

Tak czy siak, wyścig zbrojeń trwa. Przewagę uzyska ten, kto stworzy najbardziej doskonały wzorzec inteligencji poznawczej.