661-262-320

E-mail

Facebook

To miał być tekst o futbolowych popisach na Załężu. Problem jest tylko taki, że właściwie nie ma o czym pisać, dlatego będzie bardziej obyczajowo-historycznie.

Katowice stały w awangardzie rozwoju futbolu na Górnym Śląsku. Całkiem dobrze się tam okopały, do tego stopnia, że już nie tylko centrum ale i dzielnice mogły stawać w szranki. Również na Załężu. Tamtejszy Sport-Club miał w dacie powstania wpisany 1906 rok i dumnie prezentowane efektowne trykoty, niebieskie z czarnym poziomym pasem.

Podział administracyjny Śląska wymuszał spolszczenie nazwy i zarządów, ale akurat na Załężu odkładane to było tak długo jak tylko się dało. A nieco się dało. Sport-Club przemienił się na Klub Sportowy dopiero w roku 1933, a poważne roszady w zarządzie nastały tuż przed wybuchem wojny.

W tym czasie spełniał już rolę jedynie nieznośnej ekstrawagancji. Na faworyta wyznaczona została drużyna Naprzodu. Przejęła boisko, ale już prymatu na dzielni zdobyć nie podołała.

Kiedy niemiecka administracja nieźle już się urządziła w Katowicach zaczęły powstawać tu i tam kluby, bez wyjątku na polskim inwentarzu. W Załężu postanowiono skupić cały sport w jednym tylko towarzystwie. Z założenia silnym, ale okazało się, że nie na tyle, aby cokolwiek namieszać; przynajmniej nie w futbolu. Ponadto uruchomiono sekcje piłki ręcznej, gimnastyki, łyżwiarstwa, hokeja na lodzie oraz pływania.

Założycielskie spotkanie przełożono z 4 listopada na 19, zmieniono również nazwę z pierwotnej Männerturnverein na Turn- und Sportverein 1895, zgodnie zresztą z wytycznymi władzy związkowej; nie zmieniono jedynie miejsca spotkania, co jest o tyle kłopotliwe, że nie udało się – póki co! – ustalić, gdzie dokładnie mieścił się lokal niejakiego Danczyka.

Tak czy siak, klub powstał. No i dobra. Szkoda tylko, że robił większe zamieszanie w urzędach niż na boisku. Z piłką u nogi radzono sobie przeciętnie. Właściwie to kiepsko. Inauguracyjne rozgrywki wypadły na tyle słabo, że w kolejnym roku przypisani zostali zaledwie do trzeciej ligi. Kisili się tam dwa lata, a mogło być tego nawet więcej, gdyby nie reorganizacja sportu na Śląsku. Po powstanie osobnego obszaru zrzeszającego wyłącznie kluby górnośląskie wymyślono tyle grup na drugim poziomie rozgrywek, że i dla nich znalazło się miejsce. Tam wiodło im się przyzwoicie, również dlatego, że w wiek dojrzały wchodziła niezwykle utalentowana młodzież z rocznika 1924. Mistrzowska młodzież chociaż bez poważnego tytułu. Wśród niej i tacy, których nazwiska, chyba nieprzypadkowo, są całkiem tożsame z pionierami futbolu na Załężu.

Zmiana na lepsze zbiegła się z przemianowaniem Załęża na Kattwoitz-West (Katowic-Zachód) oraz objęciem funkcji prezesa klubu przez Alfreda Wolfa. To ostatnie musiało ucieszyć administrację Nadburmistrza Katowic, Artura Tiesslera, chociaż okoliczności zmiany nie były radosne.

Georg Bombelka zanim zszedł z tego świata dał ostro popalić komu tylko się dało. I po prawdzie trudno dociec, czy to z lenistwa bardziej, niechlujstwa czy jednak cech charakteru. Nim ruch sportowy na dobre się rozkręcił po niemieckiej nawale, Bombelka został wyznaczony przez komisarycznego szefa sportu na zmilitaryzowanym obszarze Górnego Śląska, dr Paula Sornika, na swą prawą rękę w Załężu właśnie. Miał za zadanie zlikwidować polskie kluby a siłą rozpędu został również prezesem nowo utworzonego, już niemieckiego. Niejako przy okazji zamienił także mieszkanie przy ul. Dworcowej (Bahnhofstrasse 2) na to bliżej serca TuS Zalenze, na Moltekstrasse 141 (ul. Gliwicka). Jak często bywało w takich przypadkach, zapewne zajął lokum „zwolnione” przez jakiegoś nieszczęśnika.

Przed wojna w Załężu istniały cztery kluby sportowe: Załęże 06, Naprzód, a także Sokół i robotnicza Wolność. Do tego ostatniego najwidoczniej nie udało mu się dobrać. Przekonał się szybko, że „kto pierwszy, ten lepszy”. Najpewniej łapę na jego majątku położyła inna duszyczka grasująca po katowickiej dzielnicy. Konrad Vogel również pochodził z Załęża; ewentualnie Wilhelm Zając, chociaż ten z założenia miał się zajmować jedynie klubem KS Domb. Swoje zrobiło również gestapo przejmując fundusze z kasy Sokoła. Coś jednak i dla niego zostało. Było tego na tyle, aby nie chwalić się tym przełożonym. Ignorował tak długo ponaglenia władz miasta aż się doigrał. 150 marek kary administracyjnej przydusiło go do szczerości. I do pokajania wykrętnym zwalaniem nieznośnej zwłoki na ogrom pracy i kiepskie zdrowie. To drugie akurat rychło okazało się prawdą. Zanim jednak wyzionął ducha przekazał to i owo do odpowiednich urzędów, a tym samym i nam, co pozwala wyrobić sobie opinię o tych pierwszych miesiącach panowania III Rzeszy na Śląsku.

Kasy za wiele nie zostało. Ta z Sokoła trafiła do policyjnego sejfu skąd pobrał sobie znaczną sumkę... Vogel! Ale reszta wiele rekompensowała. I zdumiewała czasami.

Sokół miał swoje boisko przy szybie kopalni Kleofas (ul. Bocheńskiego). Sala gimnastyczna mieściła się przy obecnej ul. Wolskiego. Dokumentacja finansowa nie została zachowana. Na policji pokornie wyznał skarbnik Czardebon, że co mógł to spalił. To co zostało, przejęła nowa władza, na co pokwitowanie miał były prezes, Józef Zogornik. Znowu się spóźnił. Ale sprzęt pozostał. Trochę tego było, w tym część pamiętająca jeszcze niemieckie turnvereiny. Można było pomyśleć o sekcji gimnastycznej; może nawet otworzyć jakiś zakład rzemieślniczy, z powodu tych wszystkich łopat, kilofów, kielni, imadeł, stołów... Najbardziej zaskakiwało coś innego. Chyba ktoś się zapomniał, pogubił, dał dyla. Na boisku pozostawiono... 12 żelaznych granatów jajowych! Poręczne małe jajka niespodzianki. Była również strzelnica, a nawet mały domek noclegowy chociaż podniszczony. Sporo potem tych mniej sportowych urządzeń trafiło do Hitler Jugend. Zanim jednak to nastąpiło wypadało mu wpisać w rejestr przejętych aktywów sumkę 349,70 marek.

Szukał dalej. W siedzibie KS Załęże 06 znalazł trochę używanej odzieży sportowej; niestety do zagospodarowania nadawały się jedynie spodenki w kolorze białym i czerwonym, bezrękawniki, buty i coś dla bramkarza; no ale były również dwie sprawne piłki, pompka do nich i siatki na bramkę; nawet walec do wyrównywania boiska. Wzorowo! Całość warta ze 29 marek.

Na włościach Naprzodu zastana wartość sprzętu była o 5 marek wyższa. Zdatnych do użytku pozostało kilka par butów. Do kompletu brakowało koszulek ale i te się znalazły, sporo w zielono-białe paski i akurat jedenaście ciemnozielonych. I jeszcze więcej czerwonych. Bramkarz też coś dostał. A dla działaczy kilka kurtek wełnianych. Klub dysponował również własnym obiektem (boisko mieściło się na Moltkestrasse/ul. Gliwickiej), a tym samym dysponować nim zaczął także TuS 1895. Była również drewniana szatnia i szopa na sprzęt, ale wymagające natychmiastowej naprawy. Przegniłe deski nie dawały komfortu. Były jednak i kłopoty. Terenem, gdzie znajdowało się boisko zarządzała firma Thiele Winklera z Krapkowic. I słono sobie liczyła za najem. 50 marek rocznie to sporo. W papierach z kolei widnieli dłużnicy. Pani Sikora nie zdążyła doczekać się 14 zł za czyszczenie sprzęty, a Jan Ratka za reperowanie obuwia. Ale to były akurat drobne sumy. Ludwik Przystolik miał kwity – na szczęście dla Bombelki nie wszystkie! – na zwrot wkładu własnego na poczet wydatków klubu. Jako dawny członek zarządu miał wyłożyć z kieszeni 700 zł. Z tym można było coś pokombinować skoro nie miał pełnej dokumentacji. Gorzej, że restaurator Jan Spyra mógł wykazać dług klubu w wysokości 1300 zł. To raczej nie przypadek, że nowy klub czasowo przeniósł swoje spotkania właśnie do jego lokalu. Jakoś można było to wyrównać na bieżąco.

Kto wie, czy na pogorszenie stanu zdrowia Bombelki nie wpłynęły kolejne suplikacje władz Zarządu Powierniczego. Zamiast się odczepić porachowali wszystko i uznali, że nieco za dużo dobrego przytrafiło się drużynie z Załęża. Domagali się jakiejś rekompensaty. W sprzęcie, a najlepiej w gotówce. Nie wszystko. Pewien procent z tej sumki, z tego sprzętu wartego 400 marek. Negocjował. Nawet nie było to wielkim wyzwaniem chociaż przy jego chorowitości... Przekonał władze, że klub nie dysponuje własnymi środkami; mało tego, właśnie zapożyczył się na bieżącą działalność a po opłaceniu składki do związku sportowego i tak już ma saldo na 75 marek. Zrozumiano. Nawet chciano pomóc. Wystarczył pewien formularz, pokwitowanie, o tu, w tym miejscu, i klub otrzymał 450 marek zapomogi z Berlina. Bo Berlin utworzył fundusz na opiekę i germanizację miasta Katowice.

Kolejnych urzędowych listów chyba już nawet nie otwierał. Może bał się nakazu zwrotu jakiejś sumy, albo dokumentacji na co ją spożytkował? Na jedno z kolejnych wezwań, bo to były wezwania do potwierdzenia odbioru tej zapomogi, odpowiedział już nowy prezes. Przy okazji Alfred Wolf poinformował przełożonych, że Bombelka zmarł w grudniu 1941 roku. Nie wdawał się w szczegóły.

Sam zresztą szybko przekonał się w co dał się wmanewrować. I już sam wnioskował o kolejne zapomogi. Klub nie miał stałych wpływów. Ludzie nie walili gromadnie na ich stadion. Członkowie z kolei przebywali w Wehrmachcie (w lutym 1943 roku na 86 mężczyzn aż 58 służyło Rzeszy), a od żołnierzy nie pobiera się składek; od dzieciaków i młodzieży klubowej także. Sala gimnastyczna, dwa boiska, lokal w restauracji Eli Pluszczyk na Moltkestrasse 106, składki, organizacja zawodów, wszystko pochłaniało sporo gotówki. Długi narosły do 850 marek! Zostali nawet przez związek czasowo zawieszenie bo nie mieli za co opłacić podatku na opiekę społeczną (tzw. Sportgroschen). Do ostatniego ligowego sezonu, tego przerwanego wkroczeniem wojsk radzieckich, nawet już nie przystąpili.

*

1939-11-26 – pierwszy mecz, wewnętrzna gierka pomiędzy pierwszą drużyną a rezerwami (wynik nieznany)

1939-12-03 – pierwszy mecz z rywalem, TuS Hohenlohehütte (wynik nieznany)

1939-12-26 – pierwszy znany rezultat: z ATV Laurahütte 2:3

1939/40:

mistrzostwa na zmilitaryzowanym Górnym Śląsku: tylko jedno spotkanie (1:2 z TuS Nikolai), rozgrywki rozwiązano i rozpisano na nowo;

kwalifikacje na zmilitaryzowanym Górnym Śląsku: przedostatnie miejsce w grupie Iia dzięki ograniu TuS Domb;

1940/41:

ostatnie miejsce w grupie IIIa trzeciej ligi, no chyba, że z satysfakcją przypomną o wycofaniu się ekipy z Zabrza-Makoszowy;

1941/42:

prawdopodobnie udało się wygrać rozgrywki swojej drugiej ligi; przynajmniej byli tego bardzo blisko; niestety źródła skąpią informacji jak było. Baraże okazały się niepotrzebne po reorganizacji sportu na Śląsku;

1942/43:

czwarte miejsce w drugiej lidze grupie 7, ale daleko w tyle za podium, zwłaszcza z mistrzowskim RSG z Katowic

1943/44:

tym razem jedno miejsce niżej z jeszcze większą stratą do liederów, ponownie z Kostuchny, ale i z Królewskiej Huty

Znani piłkarze:
Helmut Cerpka, Dylla, Hans Dziemballa †, Falkus, Foitzik, Jakuttek, Jaskulla, Kowarsch, Klytta, Kolarczyk, Heinz Konietzny, Kotzyba, Kowalski, Theo Kowatz (Kowarsch), Krensel, Franz Kusnik, Kutz, Gerhard Lempik, Loch, Lytko, Theobald Masin, Nawroth, Olesch, Osiecki, Pilarski, Przybyllok, Przykling, Reimann, Schmiegon, Schoppa, Schymura, Waldemar Stoschek, Stralka, Szirpka, Johann Wichary, Wolf

Zalenze06