Straszydło 02” zostaje unicestwione!, tańczono z radości. Ku oburzeniu lokalnych dziennikarzy część futbolowej społeczności wrocławskiej zacierało ręce i nie ukrywało zadowolenia. Piłkarze byli już w stanie co najwyżej uczestniczyć w treningach, a przy sprzyjających wiatrach w dniu meczowym pojawić się na trybunach. Jeszcze przed momentem wiązano z klubem Breslau Sportvereinigung 02 wielkie nadzieje i znaczące plany.

O tym z jakim piłkarskim potworem miano do czynienia przekonała się na własnej skórze Vienna po szalonym meczu w ramach Pucharu Niemiec z trudem ogrywając rywala u siebie, w Wiedniu, 6:5. I nagle wszystko poszło wniwecz. Cały ten trud zadany sobie przez władze klubu kompletujące niezwykle silną drużynę poszedł na marne; cała reputacja przepadła, a nazwa Breslau ponownie miała przestać mieć znaczenie w światku piłkarskim Rzeszy. Chcielibyśmy słyszeć tych wszystkich ważniaków, którzy dzisiaj hurtowo potępiają wszelkie przedsięwzięcia poczynione przez klub Breslau 02, gdyby ograli w Wiedniu Viennę, grzmiano dodając o tych niesfornych członkach i fanach innych wrocławskich klubów, że biegają z klapkami na oczach i klubowymi okularami na nosie ciesząc się, że zapewne obrońca tytułu LSV Reinecke Brieg będzie w stanie skutecznie stawić opór zespołowi Breslau 02.

Był październik 1943 roku i rzeczywiście wysoki lot klubu ze stolicy Śląska został brutalnie przerwany jak ten Ikara, chociaż zapewne nieco mniej boleśnie. Udało się co prawda zwyciężyć w swojej grupie Gauligi Dolnego Śląska (było aż pięć takich grupy wyznaczonych według kryterium terytorialnego – przyp. mk) ale już baraże o tytuł tej zupełnie najpierwszej okazały się niewypałem, a klub 02 musiał ustąpić na finiszu drużynie z Jeleniej Góry (niem. Hirschberg – przyp. mk).

Byli przegrani. Ponownie przegrani. Rok wcześniej musieli uznać wyższość drużyny sił powietrznych z Brzegu. Wszystko przez kilka pogubionych punktów na starcie rozgrywek. Zespół dopiero się formował. Dołączali do niego kolejni wybitni zawodnicy, ale tych pięciu straconych punktów w trzech premierowych grach już nie udało się odrobić. Właściwie to wbrew logice, a może bardziej z powodu doskonałej formy ich rywala z Luftwaffe. Od tych nieszczęsnych potknięć i po dołączeniu do drużyny Reinharda Schaletzkiego w kolejnych piętnastu spotkaniach Breslau 02 zanotował aż 14 zwycięstw, z boiska schodząc pokonanym tylko raz, w Brzegu. Wiktoria w rewanżu i ponad 100 wbitych goli, brawurowa postawa Johannesa Schöne z ponad 50 trafieniami na koncie, 26 goli Meyera i 20 bramek Schaletzkiego, wszystko to było psu na budę. Tytuł umknął sprzed nosa. Pozostała jedynie walka z Pucharze Niemiec, aby jednak zaistnieć w jakichś ogólnoniemieckich rozgrywkach. Nie pozostawili w nim złudzeń okrutnie rozprawiając się w kolejnymi rywalami. W lipcowym finale 1943 roku roznieśli w pył LSV Reinecke Brieg biorąc srogi rewanż za nieudaną ligową rywalizację. Po czterech golach Schaletzkiego i hat-trickach Schöne oraz reprezentanta Niemiec, Augusta Klinglera, zwyciężyli na boisku VfR Breslau aż 10:2. W wygranej maczał palce także Wilhelm (Jerzy) Piec również przydzielony do jednostki wojskowej we Wrocławiu, a stamtąd skaperowany do gry przez władze klubu 02.

Tak, Wehrmacht swoimi decyzjami ożywił tego potwora a później, równie niespodziewanie, go uśpił.

Pierwszy raz drużyna Wehrmachtu Breslau zaprezentowała się w marcu na boisku VfR. Początkowo spotkanie wyznaczone zostało na 21 dzień tamtego miesiąca, w ramach obchodów „Dni Wehrmachtu” („Tag des Wehrmacht”), ale gdy okazało się, że zarządzenie szefa sportu w Rzeszy o zakazie jakichkolwiek imprez sportowych w „Dniu pamięci bohaterów” („Halbengedenktages”) zostało anulowane, przyspieszono rozegranie zawodów o tydzień. Na Kürassierstraße (dzisiaj al. Heller – przyp. mk) wojskowi zmierzyli się z mistrzowską ekipą z Brzegu. Jeszcze trochę na wariackich papierach, nie zupełnie zorganizowani (pomocnik Joachimski nie załapał się na dobrej jakości sprzęt sportowy i biegał po murawie w podartych gaciach na tyłku – przyp. mk) po efektownej grze ograli lotników 5:1. Jutrzenka i pierwsze zamieszanie wywołane w środowisku piłkarskim zespołu, który zaprezentował się w składzie:

kapral Fleischer (rezerwy Breslau 02) – kapral Adolph (02), podoficer Koschetzki (02) – sierżant Joachimski (02), sierżant Baron (02), podoficer Scheer (LSV Immelmann) – starszy szeregowy Siegel (Alemannia) (46' Przywara, Alemannia), sierżant Meyer (02), Oberkraftfahrer (drugi stopnień w korpusie transportu i zaopatrzenia Waffen SS) Schöne, podoficer Schaletzki (02), Oberkraftfahrer Hoppeck (Alemannia).

Zwariowana mieszanka w której znalazło się miejsce dla Górnoślązaków. Obrońca Erich Koschetzki (pol. Eryk Koszecki – przyp. mk) grywał wcześniej w Baildonhütte w klubie zakładowym Huty Baildon na pograniczu katowickich dzielnic Dąb oraz Załęże. Właściwie to był skrzydłowym, ale w takim zestawieniu musiał pokornie zająć się sprzątaniem po innych. Atak miał przerażającą siłę, o czym już trochę było, a i tak nie nie zaprezentował się w komplecie (zabrakło kolejnego gracza 02, Meiera, z powodu naderwania ścięgna; ponadto nie mógł zagrać pomocnik Langner, który zwichnął ramię – przyp. mk). Gwiazdą..., ach, przecież tam niemal każdy był gwiazdą, w każdym razie na szczególne wyróżnienie zasługiwał Reinhard Schaletzki, chłopak z Ligoty Zabrskiej, wielokrotny mistrz Śląska z drużyną Vorwärts-Rasensport Gleiwitz (Gliwice – przyp. mk) i dwukrotny reprezentant Niemiec. „Aktor zabawiający publiczność”, „reżyser”, „profesor Nerz (były trener Nationalmannschaftu, niepodważalny ekspert w tamtych czasach – przyp. mk) wśród wrocławskich żołnierzy”, tak go tytułowano oddając wielkość jego futbolowym umiejętnościom. I co nieco potwierdził na boisku dając innym nauczkę z organizacji gry, wypracowując pierwszego i po pięknej akcji wbijając ostatniego gola meczu. Trzecim przedstawicielem Górnego Śląska był Hans Baron, student medycyny na wrocławskim uniwersytecie z klubową przynależnością taką samą jak Schaletzki (po wojnie do 1948 roku już jako dr Baron grywał dla BC Augsburg – przyp. mk). Podczas zawodów doznał kontuzji kolana.

Ta spektakularna premiera wywołała niepokój wśród ligowych klubów. Nie chodziło nawet o to, że może pojawić się poważny konkurent w walce o trofea. Chociaż militarna, drużyna ta nie mogła liczyć na specjalne względy, przynajmniej nie w lokalnych rozgrywkach. Klub Wehrmachtsportverein, bo mundurowi postanowili uregulować działalność zespołu, w zgodzie z przepisami powinien rozpoczynać od trzeciej ligi. Co najmniej dwa sezony zająłby im marsz do elity. Nie chciano tego, tej „ciernistej drogi”. Piłkarze również nie zamierzali marnować swojego potencjału i talentu na jakichś pastwiskach. Zadecydowano, że tymczasowo będą zbierać się raz na jakiś czas i rozgrywać mniej lub bardziej prestiżowe spotkania z podobnymi sobie rywalami. Na tę wiadomość najbardziej odetchnięto w Breslau 02, tym bardziej, gdy władze wojskowego klubu po niełatwych negocjacjach przystały na kompromis i tak organizowały różne wydarzenia, aby nie kolidowały one z ligowymi meczami klubu grywającego w parku sportowym Gräbschen (Grabiszyn, dzisiaj boisko na ul. Oporowskiej, do niedawne służące Śląskowi Wrocław – przyp. mk).

Do najbardziej spektakularnych spotkań z udziałem Wehrmacht Breslau należały te z kolegami z Poznania. To był trzeci mecz w karierze tej przedziwnej drużyny. Na boisku VfR Schlesien goście wybiegli m.in. w składzie z austriackim ligowym bramkarzem Sturm Graz, Teschem, próbowanymi przez Herbergera na kursach Welschem i Liebenguthem (obaj Borussia Neunkirchen) i Bertsem (TuS Helene Essen), czy młodziutkimi talentami, jak Schirrmacher z SV Köln-Mühlheim oraz „Theo” Idkowiak z Westfalia Herne, przed wojną gościnnie zachwycającym bawarskich kibiców w barwach TSV 1860 München. Pomimo już trzybramkowego prowadzenia (dwukrotnie trafił Schroer z Luftwaffe-SV Immelmann Breslau, a te trafienia przedzielił jeszcze gol Johannesa Schöne) w końcówce poznaniacy po dwóch bramkach Leibengutha i jednym Bertsa doprowadzili do wyrównania. W rewanżu wrocławscy wojskowi wzmocnieni utytułowanym bramkarzem Spreiem (Hertha Breslau) wygrali pewnie 3:1 po golach Schaletzkiego, Schöne'a i Meyera.

Możliwości drużyny wydawały się nieograniczone. Nawet jeśli ktoś wypadł ze składu w jego miejsce wskakiwał inny, bynajmniej nie gorszy piłkarz. Tak było na przykład w rewanżowym starciu z LSV Reinecke. W Brzegu nie mógł zagrać Jochannes Schöne tydzień wcześniej doznając urazu w starciu z Joachimskim grając w barwach TSV Weißwasser przeciwko... właśnie Wehrmachtowi Breslau! Zastąpił go Henryk Mikunda, przed wojną zawodnik m.in. Ruchu Chorzów, po wrześniu '39 r. grający dla kolejowego Reichsbahn-SG Myslowitz (Mysłowice – przyp. mk). Mikunda przebywał wówczas w rezerwie Wehrmachtu w jednostce saperów (Pioniere). W tamtym czasie zaroiło się od niezwykłych postaci na Dolnym Śląsku. Debiut obok Mikundy zaliczył również gliwiczanin Richard Kubus, jednokrotny reprezentant Niemiec, a ponownie w jedenastce pojawił się August Klingler. W nieodległej Legnicy jeden ze swoich ostatnich meczów rozegrał Jochannes Nossek gościnnie w tamtejszym pocztowym Post-SV, a na boisko wybiegł nawet aktor znany z roli w filmie „Wielki mecz” („Das große Spiel”), René Deltgen, kierując atakiem wrocławskiej opery w zawodach przeciwko rezerwom Breslau 02.

Na Święta Wielkiej Nocy drużyna z Mikundą, Baronem, Kubusem i Schaletzkim wyjechała na tournée do Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W ciągu kilku dni rozegrała trzy wymagające mecze osiągając niezłe rezultaty. Najlepszym strzelcem okazał się Schöne wbijając 7 bramek, ponad połowę wszystkich uzyskanych przez wojskowych.

W lipcu do drużyny dołączył Wilhelm (Jerzy) Piec, który zaledwie rok wcześniej sensacyjnie osiągnął z zespołem TuS Lipine (przedwojenny Naprzód Lipiny – przyp. mk) półfinał Pucharu Niemiec. Zadebiutował w spotkaniu rozegranym na efektownym Hermann-Göring-Sportfeld w obecności generała porucznika Karl-Jesko von Puttkamera przeciwko ligowej drużynie SGOP Posen (pol. Poznań – przyp. mk). Von Puttkamer był wiernym do ostatnich dni człowiekiem Hitlera. Dwa miesiące później awansował do rangi kontradmirała; w zamachu na Hitlera z 1944 roku został ciężko ranny po wybuchu bomby. Nie towarzyszył Führerowi w jego ostatnich dniach w berlińskim bunkrze ponieważ został wysłany z misją zniszczenia wszelkich osobistych dokumentów Hitlera w jego rezydencji Berghof na stoku Obersalzbergu w Alpach.

Co ciekawe większość wrocławskiej drużyny dzień wcześniej grała w pucharowym meczu Breslau 02. Właśnie w taki sposób radzono sobie z pogodzeniem aspiracji obu jedenastek ganiając zawodników niemal z boiska na boisko. W sierpniu do zespołu dołączył kolejny Górnoślązak. Jeszcze nie w Gorlicach, gdzie miejscowy STC nie dał rady pomimo rumuńskich wzmocnień (Mladin i Adeleano), ale kilka dni później w kolejnym już mierzeniu sił z LSV Pütnitz, dwukrotnym z rzędu mistrzem Pomorza (i dwukrotnie w imponującym stylu; obrona trofeum przebiegła bez jedynej porażki, ale to wcześniejsze było jeszcze bardziej niezwykłe – LSV nie stracił w całym sezonie choćby punktu!). Był to wyjątkowy debiut. (mecz – przyp. mk) z udziałem Plenera, który zagrał pierwszy raz po roku od odniesienia rany postrzałowej głowy na froncie wschodnim i opuszczeniu lazaretu, zauważono nieprzypadkowo. Plener zastąpił w ataku Meyera, który w tym czasie był już w pociągu zmierzającym na front... Kolejny świetny mecz zagrał Schöne kończąc zawody z dubletem, ale niewiele brakowało aby miejscowi – mecz odbył się na Opperauer Straße, czyli ul. Oporowskiej – nie dowieźli wygranej do końca. I to za sprawą Pieca, który mocno się zapomniał w swym zaciekłym powstrzymywaniu rywala. Dobiegała 90 minuta gry. Napastnik gości, Lehmann, składał się do strzału. Były reprezentant Polski zaatakował przeciwnika dwoma nogami i właściwie już to kwalifikowało się na podyktowanie rzutu karnego. Obaj upadli, ale Piec chciał mieć pewność, że nic już z tej akcji nie będzie i leżąc rękoma założył klamrę na Lehmannie tak, że ten nie był w stanie wstać. Sędzia naturalnie podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł sam poszkodowany ale Hillar brawurowo obronił jego próbę.

W sierpniu doszło do mierzenia sił z rywalami z Górnego Śląska. Najpierw wizyta w Królewskiej Hucie, gdzie wojskowi stanęli naprzeciw mistrzowskiej Germanii, która zaledwie co potrafiła postawić trudne warunki najsilniejszej ekipie w Rzeszy, Dresdner SC. Jeszcze do 65 minuty jedenastka prowadzona przez Leonarda Piontka była w stanie prowadzić równorzędną grę. Wtedy właśnie drugim swoim golem Spodzieja doprowadził do wyrównania na 2:2. Chwilę później w krótkim odstępie czasu gol Schaletzkiego oraz dwa autorstwa Schöne przesądziły losy spotkania. Bramka Pytela oznaczała zaledwie korektę końcowego wyniku. W Królewskiej Hucie pokazał się cały kwartet lokalnych matadorów, oprócz „Schalle” również Kubus, Plener i Piec.

Zaledwie cztery dni później niemal identyczna jedenastka z Wrocławia już jako klubowa drużyna Breslau 02 ograła w Pucharze Niemiec TuS Lipine. Niewiele brakowało, aby w tym spotkaniu doszło do bratobójczego pojedynku braci Pieców, Wilhelma (Jerzego) oraz Ryszarda, napastnika zespołu z Lipin. Decyzją władz klubu z Oporowskiej postanowiono jednak nie wystawiać Wilhelma na taką próbę i odesłano do drużyny rezerw. Tak naprawdę jednak sierżant Schulze, prezes klubu Breslau 02 zaczynał mieć znacznie poważniejsze dylematy. Na Górnym Śląsku kolportowano wprawdzie plotkę, że we Wrocławiu swoją przystań znalazł również fenomenalny Fritz Walter i tylko patrzeć, jak wzmocni tamtejszy 02, ale nie dość, że snajper 1.FC Kaiserslautern nie dołączył do drużyny, to z każdym miesiącem systematycznie była ona osłabiana. I nie chodzi wyłącznie o wyjazdy żołnierzy w rodzinne strony z przepustką w ręce. Wszystko jeszcze jakoś trzymało się kupy do tego pechowo przegranego meczu z Vienną. W tak zwanym międzyczasie udało się nawet ograć Luftwaffe-SV Mölders w Krakowie odbierając efektowny puchar z rąk generała lotnictwa, Waltera Sommé. Ale porażka w Wiedniu wiele zmieniła. Jakby miejscowym watażkom dodała odwagi.

Spór był zupełnie kuriozalny. W wyniku kolejnej reformy rozgrywek ligowych zniknął trzeci poziom i władzom wojskowego klubu wydawało się, że awans na najwyższy szczebel można osiągnąć w zaledwie rok. Najwidoczniej w drugiej połowie 1943 roku we Wrocławiu nie spodziewano się jeszcze, że kres tysiącletniej Rzeszy jest już tuż tuż. Klub o nazwie Heeresstandortsportverein Breslau rozpoczął zmagania w drugiej lidze, a działacze zaczęli przepychanki kto gdzie ma grać. Przepychanki o tyle zadziwiające, że toczone pomiędzy starymi kumplami. Prezesem HSV był kapitan Schreil, również działacz w... Breslau 02; zresztą w październiku zdał wszystkie funkcje które tam pełnił koncentrując się na swoim nowym klubie, konfrontując się ze swoim dotychczasowym szefem, sierżantem Schulze. Do końca tamtego miesiąca ten drugi był w stanie postawić na swoim, ale już w kolejnym całkiem sporo graczy 02 zostało czasowo zawieszonych w ligowych rozgrywkach do rozstrzygnięcia konfliktu. Regularnie grywać mógł jedynie Ernst Plener, z braku zawodników ustawiany na nietypowej dla siebie pozycji środkowego pomocnika. Kubus i Schaletzki najczęściej zasiadali jedynie na widowni. Klingler zwiał do Preußen Glogau (pol. Głogów – przyp. mk), a potem jeszcze dalej, do Mühlhausen w Turyngii. Właściwie to pozbawiony możliwości gry był również kapral Piec, chociaż temu akurat przytrafiła się przygoda z obowiązkiem stawienia się „na rozkaz” w klubie z ulicy Menzelstraße (dzisiaj ul. Sztabowa – przyp. mk) i nawet zagrał w ich barwach w wyjazdowym spotkaniu z rezerwami LSV Reinecke Brieg (klęska 1:7 – przyp. mk). Wszyscy mogli co najwyżej wybiegać na boisko w spotkaniach bez stawki, a gdy wydawało się, że jednak zostaną zmuszeni występować w drugiej lidze (Kubus, Piec i Schaletzki zagrali nawet dla tej drużyny, w skrócie HSV, w towarzyskim spotkaniu z NSTG Troppau, czyli klubem z Opawy – przyp. mk) jakimś sposobem udało im się z tego wykaraskać i także dać nogę. Między innymi dlatego zabrakło ich w prestiżowym pojedynku międzymiastowym Wrocław – Monachium; tym bardziej doniosłym, że z zespołem gości przyjechał SS-Gruppenführer Fritz Breithaupt, jeszcze do niedawna szef sportu na Dolnym Śląsku (zastąpił go Hirsch – przyp. mk). Miejscowi, dla których z Górnoślązaków zagrał jedynie Plener, zremisowali z drużyną złożoną głównie z zawodników Bayernu 3:3 (2:1). Z gwizdkiem biegał sędzia Broll z Hindenburga (pol. Zabrze – przyp. mk).

Tego samego dnia Schaletzki wystąpił w swoim Vorwärts-Rasensport Gleiwitz (1:5 z TuS Lipine – przyp. mk). Ponownie. Zresztą u boku Hansa Barona. Dla obu nie był to tylko incydent, za to dla „Schalle” całe ostatnie półrocze było zwariowane. Najpierw wygrał lokalny Puchar Niemiec z Breslau 02. W lidze dla nich sobie nie pograł; wracając z frontu z kolejną raną trafił do lazaretu w Legnicy. Tam przeszedł operację, ale skoro niedaleko mecze rozgrywał wojskowy Wehrmacht-SV Liegnitz to uległ namowom miejscowych działaczy i przynajmniej trzykrotnie zagrał dla nich w lidze! Z niezłym skutkiem skądinąd, bo wbił w nich pięć goli. Po tym jedynym spotkaniu w barwach HSV wyjechał do uzdrowiska Hohenlychen, a gdy wrócił do Wrocławia to postanowił co niedziela tłuc się do Gliwic, czasami w towarzystwie Barona lub Kubusa, i tam dokończyć sezon. Działacze Breslau 02 byli wściekli ale niewiele mogli zdziałać. Podobnie zresztą jak ci z Heeres-SV, którzy w grudniu machnęli na wszystko ręką i wycofali klub z ligi. Po tym całym zamieszaniu! Ale dla Schulze i jego zespołu nie było już ratunku. Piec dołączył do brata w Lipinach; Schöne miał nowe obowiązki służbowe (podobno przebywał również na Górnym Śląsku – przyp. mk) i zniknął ze składu wrocławian z nowym rokiem. Wspaniała drużyna ulegała degradacji. Prezes starał się łatać braki stawiając na studentów od których nagle zaroiło się w drużynie. „Akademicy” wzmocnieni m.in. bramkarzem z Raciborza Hoinką oraz ostatnim z Górnoślązaków w ekipie, Plenerem, bezskutecznie podjęli próbę wywalczenia mistrzowskiego tytułu. Wreszcie i Plener darował sobie całe to towarzystwo. Wyjechał w marcu do Bornego Sulinowa (Groß Born), gdzie reprezentował tamtejszy HSV w walce o prymat w Rzeszy (odpadli dopiero w półfinale ulegając Luftwaffe-SV Hamburg 2:3 – przyp. mk).

Czy ci gracze nie mogli dalej trenować i grać we Wrocławiu?, pytała retorycznie prasa, odpowiadając tym, którzy być może mieli wątpliwości: 02 już ich nie potrzebuje!, jak gdyby wszystko było proste i racjonalne, jak przed wojną...

Wykaz meczów Wehrmacht Breslau:

1943-03-14: LSV Reinecke Brieg 5:1 (4:0)

1943-03-30: LSV Immelmann Breslau 3:1 (2:1)

1943-04-04: Wehrmacht Posen 3:3 (2:0)

1943-05-02: reprezentacja miasta Breslau (cywile) 4:2 (1:1)

1943-05-09: Wehrmacht Posen 3:1 (1:1)

1943-05-30: TSV Weißwasser 6:3

1943-06-06: LSV Reinecke Brieg 5:2

1943-06-12: LSV Pütnitz 2:3, mecz w Rostocku

1943-06-13: LSV Pütnitz 5:2 (3:2), mecz w Damgarten

1943-06-14: reprezentacja miasta Guben 6:1 (2:1), mecz w Guben

1943-07-12: SGOP Posen 2:1 (1:1)

1943-08-04: STC Görlitz 5:2 (3:0)

1943-08-08: LSV Pütnitz 3:2 (2:2)

1943-08-18: Germania Königshütte 5:3 (1:1), mecz w Królewskiej Hucie

1943-08-25: Breslau Sportvereinigung 02 ?:? (wynik nieznany)

1943-09-12: Leftwaffe-SV Krakau 5:1 (1:1), mecz w Krakowie

1943-09-15: Breslau Sportvereinigung 02 ?:? (wynik nieznany; w drużynie wojskowych tylko zawodnicy kurujący się w lazaretach)

1943-09-22: Breslau Sportvereinigung 02 2:1 (?:?), mecz w niepełnych składach, brak jednego gracza spowodował, że drużyny na zmianę grały w osłabieniu; gol dla 02 Kubusa, dla Wehrmachtu Plenera

Bilans: 16: 14-1-1 64:29 (+35)

PS Według skąpych informacji można przyjąć że Heeres-SV Breslau ponownie rozpoczął działalność w lutym 1944 roku, a na pewno grywać zaczęła drużyna wojskowa. Udało się nawet pozyskać dla klubu Schaletzkiego, a w składzie z Giemsą, Wilhelmem Piecem, Hassą, a także mniej znanymi zawodnikami z Górnego Śląska, jak Lubojanski i Gruszka, zagrali w marcu pokazowe spotkanie z TuS Lipine remisując 2:2. W kwietniu wzmocnieni jeszcze Przecherką oraz Kubusem zajęli drugie miejsce w turnieju błyskawicznym ustępując pola tylko SV Brünn z 10 graczami z wiedeńskiej ligi, a wyprzedzając Germanie oraz 1.FC Kattowitz. Schaletzki wbił wszystkie cztery gole Wehrmachtowców w turnieju. W maju zagrali na Bismarckhütter Stadion (stadion Ruchu Chorzów – przyp. mk) remisując z BSV 3:3. Schaletzki wbił dwa gole; co ciekawe dla miejscowych jedną bramkę zdobył Gerard Cieślik. Tego samego miesiąca „Schalle” zagrał dla reprezentacji Górnego Śląska. W sierpniu pojawiła się informacja o ciężkich obrażeniach jakich doznał na froncie.

 Wehrmacht Breslau, na zdjęciu widoczny Schaletzki