661-262-320

E-mail

Facebook

Maj. Tak się składa, że właśnie w maju, roku 1944, reprezentacja Górnego Śląska rozegrała swój przedostatni mecz pod banderą nazistowską. Rywalem nie mógł być nikt inny niż Generalne Gubernatorstwo. To znaczy niby mógł, a jednak nieprzypadkowo to właśnie z tym przeciwnikiem najczęściej przychodziło się mierzyć. Zwyczajnie, Kraków leżał dostatecznie blisko. Tamtej niedzieli '44 roku wzięli srogi rewanż za klęskę z poprzedniej rywalizacji. Srogi rewanż. Po upokarzającym 2:7 odwdzięczyli się jeszcze dosadniej gromiąc GG aż 9:2, w czym najpoważniej palce moczyli Schaletzki i Piontek, autorzy w sumie aż siedmiu bramek.

To dobry moment na podsumowanie bojów Ślązaków, czy to pod wspólnym sztandarem czy – od sierpnia 1941 roku – już jako odrębny obszar sportowy Górnego Śląska.

Ambicje były spore. To przecież właśnie ten region tuż przed II wojną światową ku zdumieniu Rzeszy wygrał Związkowy Puchar (Reichsbundpokal) pokonując w finale silną Bawarię 2:1. Wierzono, że to początek trwałej tendencji, tym bardziej, gdy, w wyniku niemieckiej agresji, okazało się, że do dyspozycji byli również gracze z polskiego Śląska. Aspiracje zdawały się całkiem uzasadnione. Kadra była piekielnie silna:

Brom (Mettke/Nowara/Janik) – Koppa (Kinowski/Giemsa), Kubus (Stolarczyk) – W. Piec I (Nytz/Bismor), Nossek (Góra), Dytko (Wydra/ R. Malik) – Wodarz (Grzeschik), Wilimowski (Cebula/Kulawik), Piontek (Pawlitzki/Peterek/Dankert), Schaletzki (Obstoj/Wostal), Plener (R. Piec I/Renk)

Wojna wszystko zrujnowała. Ci wspaniali zawodnicy nigdy nie mieli okazji wspólnie wybiec na boisko.

Wezwania do Wehrmachtu, inne obowiązki wobec wielkoniemieckiej Rzeszy, załamane kariery, wreszcie zgony na froncie. Wobec takich trudności reprezentacja Śląska, a później tylko tej jej części Górnego, zmuszona improwizować z zestawieniem jedenastki nie była w stanie wypełnić wielkich oczekiwań.

W Związkowym Pucharze, który i tak porzucono po trzeciej wojennej edycji, kończyli zmagania na drugiej rundzie. I wizycie w Wiedniu. Za jednym wyjątkiem, gdy pod okiem trenera Kurta Otto (ex-reprezentacja Polski) ograli Kraj Wart oraz Wirtembergię i w thrillerze napsuli sporo krwi faworyzowanej Saksonii. Gości do wygranej poprowadził Ernest Wilimowski, ale w tym konkretnym przypadku triumfatorem nie okazali się Ślązacy, bo „Ezi” reprezentował już drużynę znad Łaby jako gracz Polizei-SV Chemnitz (więcej o tym niezwykłym pojedynku w książce „Futbol ponad wszystko”).

Łącznie reprezentacja Śląska/Górnego Śląska na boisko wybiegała aż 28 razy, z różnym skutkiem.

Jako Śląsk: 11m: 6-2-3 37:31

Jako Górny Śląsk: 17m: 9-4-4 50:46

Najtrudniejsze boje, i przykre!, toczyli z regionem Ostmark, czyli po prostu reprezentacją Austrii nazywaną tak po anschlussie. W obu grach zanotowali wstydliwe porażki (1:6 i 0:5). Najczęściej mierzyli siły z Krajem Sudeckim (trzy wygrane i jedna wtopa), Dolnym Śląskiem (na pięć prób cztery zwycięstwa ale również kompromitacja 1:9 w Wałbrzychu! Co ciekawe u rywali czterech graczy z GŚ: Kubus, W. Piec, Plener i Schaletzki. Ten ostatni z hat-trickiem), wreszcie z Generalnym Gubernatorstwem, zwyczajowo w składzie również ze Ślązakami (bilans: 4-1-1 26:15).

Przez szatnię przewinęło się aż 98 zawodników. I chociaż istnieją kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki, to jednak nieprzypadkowo wyrażają one co następuje:

aż 55 nazwisk to zawodnicy ze wschodniego Górnego Śląska, przed wojną – polskiego; z Dolnego tylko 10 piłkarzy, spoza regionu 4 (wszyscy z LSV Adler Tarnowitz + Niesberger z SV Bismarckhütte).

W liczbach najlepszy bezapelacyjnie był Leonard Piontek z 20 występami i aż 23 bramkami. Dwucyfrowy wynik w ilości gier zanotowali jeszcze Wilhelm (Jerzy) Piec I, Fica, Cebula, Giemsa, Ryszard Piec I oraz Wydra. Wśród strzelców spory odstęp od osiągnięcia Piontka. Siedmiokrotnie do siatki trafił Peterek, o oczko mniej Cebula, R. Piec I oraz Schmidt, a pięć goli wbili Pawlitzki, Schaletzki oraz Jerzy Wostal.

Ponadto były gry nieoficjalne, jak ta – opisana w książce – z reprezentacją Niemiec. Jeszcze osobny rozdział to pojedynki wschodniego z zachodnim Górnym Śląskiem, przed wojną pysznie nazywanych małymi grami międzynarodowymi z przyczyn prestiżowych i politycznych. W tej rywalizacji jednoznacznie górą byli dawni polscy ligowcy. Raz minimalnie, ale tylko przy „pomocy” arbitra (i o tym więcej w książce), w pozostałych demolując przeciwnika 7:2 oraz 7:0. Ost-Oberschlesien, jak nazywano ziemie śląskie włączone do Rzeszy, pod tym szyldem zagrał jeszcze w dwóch innych spotkaniach. Ograli reprezentację Krakowa 5:1, a jako sparingpartner reprezentacji Śląska przed jej pojedynkiem z Saksonią mocno zmartwili Kurta Otto remisując 2:2.

Więcej w książce „Futbol ponad wszystko” Kup teraz!