661-262-320

E-mail

Facebook

Naiwność to córa niewiedzy.

salto

Machnięcie ręką na infantylność rozumienia futbolu w latach przedtelewizyjnych jest zdumiewająca. I mówcie co chcecie, ale najczęściej wynika z kompletnej ignorancji i pozorowanej uczoności. Jakkolwiek piłka poszło mocno do przodu i rozwija się – jak każda dziedzina życia! – wraz z innowacyjnymi narzędziami jakie otrzymuje od zmieniającej się rzeczywistości oraz potrzeb kapryśnych odbiorców, zdumiewająco wiele rozwiązań znano znacznie wcześniej niż oficjalna pieczęć międzynarodowych organizacji legislacyjnie je zatwierdziła.

Poruszając się wyłącznie w materii ograniczonej cezurą czasową na potrzeby publikacji „Futbol ponad wszystko” znajdziecie kilka zdumiewających przykładów. Na Górnym Śląsku zdarzało się, że bramkarze wykonywali rzuty karne! Nie zawsze zresztą skutecznie. Bytomski mecz Niemcy – Rumunia z kolei dowodzi, że zmiany w trakcie gry, nawet oficjalnej, były jak najbardziej dozwolone. Mecze pucharowe oraz ligowe, dodatkowe, mające wyłonić końcowego triumfatora, miały w regulaminie przewidziany dodatkowy czas gry (niekiedy kończone po pierwszej połowie dogrywki, jeśli padł w niej gol). Na każdym meczu obowiązkowo obecna była pomoc medyczna dla zawodników – pięknie ilustruje to zadziwiający w przebiegu przypadek Ewalda Dytki. Niezły trick wtedy wymyślił, chociaż nie do końca fair, dlatego lepiej skupić się na tych w duchu sportowym. Piękne ujęcie Silvio Pioli uderzającego piłkę nożycami dowodzi, że i takie sztuczki nie było obce już wówczas. Fritz Walter z kolei słynął z zagrań piętą.

Swoje trzy grosze dorzucali trenerzy, kapitanowie lub opiekunowie drużyn. Trening i taktyka. Taktyka, o której całkiem sporo można się dowiedzieć chociaż nie został jej poświęcony osobny rozdział, w końcu to jednak nie jest książka o futbolowej strategii. Uważny czytelnik jednak wychwyci rozrzucone w treści fragmenty opisujące tajniki posunięć na trawiastej szachownicy. Dowie się dlaczego z pozoru ultraofensywne ustawienie 2-3-5 faktycznie bardziej przypominało dzisiejsze 3-4-3; i jakie dawała możliwości, jakie strategiczne hokus-pokus wymyślali opiekunowie drużyn pod konkretnego rywala lub boiskową sytuację. Pozwoli zrozumieć dlaczego Wilimowski stracił ochotę pełnienia funkcji łącznika i idąc na zakład z trenerem Herbergerem zażądał pozycji kierownika ataku.

W książce znajdzie się sporo wypowiedzi tych kilku trenerów, którzy zawitali an Górny Śląsk. A fachowcy byli to przedni: Gustwa Wieser (m.in. Schalke 04, Beuthen 09, Legia Warszawa, Ruch Chorzów, ale i Germania Königshütte), czy Kurt Otto (ex-Schalke, reprezentacja Polski a później niemieckiego Górnego Śląska; w czasie wojny Wehrmacht-SV Liegnitz oraz z doskoku... reprezentacja Śląska). Naturalnie nie zabraknie również głosu samego Josefa Herbergera, ale jemu warto poświęcić osobny wpis.

Trenerom wtórowały pisma, nie tylko fachowe, szczegółowo analizujące bramkowe sytuacje, rozpisując drobiazgowo przebieg wybranych akcji!

Drużyny przygotowywały się do zawodów nie tylko treningami na otwartym boisku, ale również w hali. Szczególny nacisk kładziono na poprawianie kondycji fizycznej. Technikę ćwiczono m.in. grywając w siatkonogę. Na przykładzie Johannesa Nosska (a kto to i dlaczego to wstyd, że takich graczach już się nie pamięta) dowiecie się, że nie obce były wskazówki do treningu indywidualnego.

A to wciąż nie wyczerpuje tematu!

Na zdjęciu zawodnik Fortuny Leipzig, Illing, w efektownej akrobacji po wygranym meczu derbowym z VfB